Zdanie z tytułu dzisiejszego postu powinno być jedną z najważniejszych zasad każdego rodzica. W miniony piątek zdarzyło mi się obserwować następującą scenkę. Ojciec odprowadza do szkoły płaczącą ok. 9-letnią dziewczynkę krzycząc przy tym, iż spóźnia się do pracy a ona zachowuje się jak 5 -latka. Zawsze mi jest smutno kiedy widzę tego typu sytuacje. To jak może denerwować płaczące, często bez większego powodu dziecko doskonale znam z autopsji. Rodzic natomiast w tych momentach powinien być przykładem rozsądku i spokoju. Na co dzień budujemy relację z córką na zasadzie poszanowania jej emocji i zdania. To nie oznacza pozwalanie dziecku na wszystko. Jeżeli na jakiś pomysł/zachciankę/potrzebę dziecka nie wyrażamy zgody to dokładnie tłumaczymy z jakiego powodu. To może wywołać poczucie złości i niesprawiedliwości u dziecka ale nadal powinno czuć, że jest dla rodzica najważniejsze. Jeżeli nie odpowiada nam praca, możemy ją zmienić. Jeżeli nie odpowiada nam partner, możemy go zmienić. Jeżeli nie odpowiada nam dom w którym mieszkamy, możemy się przeprowadzić itd. Z dzieckiem mamy niejako “przymusowy” 18-letni związek. To czy będzie udany, sprawiający wiele radości i pozytywnych emocji zależy w dużej mierze od rodzica. Otrzymujemy z powrotem to co dajemy od siebie. Często mam okazję wysłuchiwać narzekań ze strony rodziców na swoje dzieci i uwagi, że ja mam po prostu grzeczne dziecko dlatego jestem szczęściarą. Zawsze odpowiadam, szczęście w tym przypadku to kilka procent, cała reszta to praca nad sobą, swoimi emocjami, spokój i cierpliwość.
